Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Prolog.
11.     elegant-crimes`s blog

Prolog.

Dobrze widzicie. Ja również się w to pobawię. ;)
_________________________________________________________________________________________________________


Szłam. Nie wróć! Ja nie szłam, nie w tych butach, nie po śniegu. Nie w szpilkach, nie po śniegu w Las Vegas! Hannah ciągnęła mnie przez pokrywę śnieżną, jęcząc co chwila i wyrzekając, że musi się ze mną szarpać. Ja oświadczyłam, że w żadne urodziny nie opuszczam czterech ścian mego domu. Był to dzień ubolewania nad tym co przeszłam i co się ciągnie za mną już od kilku dobrych lat. Kategorycznie odmawiałam, zapierałam się w drzwiach, chciałam przykuć się do grzejnika (to nic, że kajdanki były z sex shopu). Nie pomogło, można do nich mówić, a to się odbija jak groch o rzucony o ścianę. Poczułam mocniejsze szarpnięcie i wbijanie paznokci w skórę dłoni. Syknęłam głośno, a Hannah warknęła. Dosłownie, warknęła ze zdenerwowania!

-Puść mnie łajzo.- szepnęłam.

-Śnisz!- odpowiedziała i brutalnie mnie pociągnęła, wpadłam po kostki w zaspę.
Dave obróciwszy się, złapał mnie w pół i przerzucił przez ramię, jak jakiś worek z brudnymi ciuchami do prania. Czułam, że zaraz się rozpłaczę. Chodzili po granicy mojego załamania nerwowego.

-Śliczniutka, ale ty ważysz!- powiedział tym swoim pedalskim głosem, poprawiając mnie, bym nie spadła na ziemię.
Nie wiem jak długo mnie niósł. Tak mówiąc szczerze, to już się pogodziłam z tym, że idę na tą imprezę. A Dave może mnie ponieść, bo perspektywa przedzierania się przez śnieg w pantofelkach mnie przerażała.


Cholerny tłok i ścisk. Pełno dymu papierosowego, woń potu, tanich perfum i alkoholu. Gdzieś w środku tego burdelu siedzę na czarnej kanapie, trzymam przed sobą butelkę Martini, którą kupiła mi Hannah w ramach przeprosin. Jeśli wypiję jeden łyk więcej, padnę jak długa i zacznę płakać z mojej bezsilności i głupoty.

-Widzisz jakiegoś?- zapytał mój przyjaciel rozglądając się badawczo po sali.

-Nie, trzeba było iść do gejowskiego klubu, tam byśmy znaleźli szybciej jakiegoś amanta. – uśmiechnęłam się szeroko, lecz spochmurniałam widząc wściekły wzrok Dave’a.

-To są twoje urodziny, a tam by cię nie wpuścili.- mruknął i wyciągnął mi butelkę z ręki.

Wiedziałam, byłam święcie przekonana. Urżniemy się jak świnie, a Hannah będzie musiała wtoczyć nas to taxówki, bo inaczej będziemy spać na wycieraczce pod klubem. Dave wlewał w siebie kolejne kieliszki trunku, a ja patrzyłam jak jego policzki czerwienieją, a wzrok robił się bardziej mętny. Gdy zaczął nalewać piątego, czy szóstego z kolejki, wyrwałam mu go i sama wypiłam, następnie pociągnęłam go na parkiet. Zaczęliśmy bujać się w rytm jakiejś szybkiej piosenki. Pewnie wyglądaliśmy jak dwie niezdarne kaczki, ale alkohol krążący w naszych żyłach robił swoje. Nasze ruchy były spowolnione, ale zapewne bardziej zmysłowe…

-Może odstraszam ci facetów?- oderwałam swoje ręce z okolic jego pośladków – Chyba wyglądamy jak para.- dodałam spuszczając wzrok.

-Maleńka, gej rasowego geja pozna na kilometr.- uśmiechnął się i położył ręce na moim wcięciu w talii i przycisnął mnie do siebie.
Po chwili doskoczyła do nas Hannah z jakimś chłopakiem u boku. Jedną ręką uwiesiła się na jego chudej szyi, a w drugiej trzymała do połowy wypitą butelkę białego wina.

-To jej musimy zaśpiewać sto lat!- wrzasnęła, widać, że już była w szampańskim nastroju- Gdzie macie tego śpiewaka?

Chłopak podniósł głowę i pocałował ją w usta. Trwało to chwilę, gdy się oderwał dostrzegłam niebezpieczeństwo. Cholerne niebezpieczeństwo. Ryan, Ryan w fikuśnej koszuli i loczkach na głowie. Co się z nim stało?
Zaczęłam przepychać się przez tłum roztańczonych ciał, ale Hannah pociągnęła mnie z powrotem i postawiła przed Rossem. Chciałam ją utłuc. Wbić jej szpilkę w krtań!
By czuć się pewniej przywarłam do Dave’a kurczowo trzymając się jego ręki.

-Matko boska, Meg? – wytrzeszczył oczy ze zdziwienia i podszedł do mnie blisko. Poczułam alkohol wymieszany z delikatnymi perfumami.
Nic nie odpowiedziałam. To już koniec, już po mnie! Wszystko mu wygada! Że mnie widział, że żyje, że jestem cała i zdrowa, a przez trzy lata udało mi się przed nimi uciekać. Zabije Hannah, zabije jeszcze dziś!

-To gdzie ten śpiewaaak?- warknęła moja przyjaciółka i wtedy pojawił się… On...

Brendon Boyd Urie… zalany w trzy dupy. Chwiał się na nogach, więc podparł się o Ryana, a drugą rękę położył na filar, by uchwycić równowagę. Omiótł wszystkich wzrokiem i nie poznał mnie?! Czy on się czegoś najarał?

- Zaśpiewam jako duch Brendon! Jestem duchem!- zaśpiewał pierwszą zwrotkę, brzmiało to jak zawodzenie pijaka, ale dosłyszałam nutkę barwy jego głosu, za którym tak szalałam swego czasu- A teraz pokaże wam, że jestem duchem! – Wskazał na filar i uśmiechnął się szeroko. Znaczy, że co? Że chce przelecieć przez filar ozdobiony kolorowymi lampeczkami? Rzucił się pędem i przebiegł obok niego, łapiąc się ręką i okrążając go w zadziwiająco szybkim czasie. Potem na nowo zaczął śpiewać mi sto lat. Spojrzałam na sparaliżowanego Dave’a.

-Co ty masz na ręce? – zapytał się Uriego, a ten podniósł dłoń do wysokości swoich oczu. Wlepił w nią wzrok, raz zamknął jedno oko, potem drugie. Zamrugał i pobladł.

-Coś… kurde czerwonego, chyba krew. Umieram! Umrę! Ryan, co z naszym zespołem?! – patrzył na swoją ranę i powoli zaczynał wariować, Brendon od zawsze bał się bólu i krwi- Słabo mi! Słabo! Przeciąłem sobie tętnice, a tu są WAMPIRY!- wrzasnął jak oparzony, tym razem chyba alkohol dał się we znaki jeszcze bardziej – Wampiry! Wgryzą mi się w szyję! W ręce! W uda! Umrę! Chcę mojej żony! – usłyszałam i stanęłam jak wryta, inni z resztą również- Chcę mojej żony! Ona nigdy mnie nie ugryzła!

-Do cholery, Meg! Zrób coś, on nas ośmiesza! – krzyknął Ryan i spróbował podejść do Uriego, ale ten zerwał krzyżyk z szyi i zaczął przed nim machać.

- Odejdź krwiożercza bestio!

-Dotknij go, ty w końcu możesz!- jęknął Ryan, a Hannah i Dave mało nie zabili mnie wzrokiem. Ociągając się odgarnęłam włosy z twarzy, by Brendon w końcu mnie poznał. Podeszłam do niego.

-Brendon, wszystko w porządku. Jestem przy tobie, to ja. Twoja Meg…

Spojrzał na mnie i osunął się na posadzkę.
Hm ... tego nie przewidziałam, chyba zemdlał. Ze strachu, bólu, wykrwawienia, czy szoku, że mnie widzi?
Zapamiętać: spytać się o to Brendona Boyda Urie'go.


Taka Jedna 12/01/2009 18:35:08 [Powrót] Komentuj



za je bis te xD xD xD xD lecę dalej;*
Madzia 23/01/2009 20:21:47
| brak www IP: 82.177.130.66

hahaha xDD
wiesz co? twilighta w takim wydaniu mogłabym czytać bez końca xP
genialny prolog, uśmiałam się na tej końcówce z Bdenem xD
ludzie po pijaku potrafią być genialni xD
czekam na next, pisz szybko ;)
xoxo
TragicznaFaja 13/01/2009 20:46:53
| brak www IP: 83.27.237.26






01.     księga go�ci
x. zobacz wpisy
x. dodaj wpis




03.     stare dzieje
2009
Luty
Styczeń


04.     ja i mój blog
x.
x. Dodaj do Ulubionych




06.     znajomi i kumple





07.     nocne kluby
{kluby}


08.     snikersy i inne


09.    ulubiona muzyka
tu wklej muzykę


10.     ten szablon
Szablon zrobiony przez Queen of retro. więcej na Retro Poison®
Proszę niczego nie kopiować.nie posłuchasz - poniesiesz bolesnš karę.