Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
1. Czyli: Iście zacny plan.
11.     elegant-crimes`s blog

1. Czyli: Iście zacny plan.

Witam Panie. :)
Oto odcinek pierwszy, Kittuś mam nadzieję, że wyrobiłam się w Twoich "rozkazach".
buziaki. ; *

___________________________________________________



Donośny dźwięk budzika wyrwał mnie ze snu. Chciałam z całej siły cisnąć nim o ścianę, by roztrzaskał się na milion kawałeczków. Miałam świetny sen, a ten różowy prostak, którego dostałam od Allison ma czelność mnie budzić. Klepnęłam go mocno w guzik, by przestał wyć i spojrzałam jak od mojego uderzenia zatrząsł się i zaskrzypiał. Głupi budzik. Powolnie zwlekłam się z łóżka, zostawiając kołdrę zwiniętą w kłębek i zbiegłam do kuchni. Z lodówki wyciągnęłam butelkę z mlekiem, uderzając biodrem w drzwi zamknęłam ją z przeraźliwym hukiem. Do miseczki nasypałam płatków i zasiadłam przy stole. Zanim zaczęłam jeść spojrzałam na cukiernicę, która aż się prosiła by jej użyć. Zawahałam się. Moje boczki, mama mówiła, że cukier jest nie zdrowy. Szybkim ruchem nasypałam sobie czubatą łyżkę i zamieszałam. Nikt nic nie widział, więc mogę być spokojna. Tylko moje sumienie może dać się we znaki, ale to później, gdy nie będę mogła się dopiąć w nowych spodniach. Nagle mój wzrok przykuła mała karteczka wisząca na lodówce. Podbiegłam i szybko ją zerwałam.
„Kochanie, zrobiłam pranie. Uprzedź brata by nie rozpętał piekła. Kocham Was! Mama.”
Westchnęłam i zabrałam się powrotem do jedzenia. Na szczęście przygotowałam sobie ciuchy wcześniej. Po chwili do kuchni wpadł Mike, jak zwykle jego poranny ubiór to obcisłe spodenki i sama golizna. Już nie muszę wspominać, że jego włosy to istny tajfun.
-Znowu płatki?- Jęknął z rezygnacją i postawił sobie miseczkę. Nic nie mówiąc rzuciłam w niego karteczką, którą pozostawiła nam Clara. Przeczytał szybko. –No wiem, wyprała moje spodnie w których miałem iść, bo zostawiłem je w łazience.
Nasza mama robiąc pranie zachowuje się jak odkurzacz. Wciąga każdą rzecz, która rzuci się jej na oczy. Skończywszy śniadanie udałam się do łazienki. Szybko uporałam się w włosami i wtedy w odbiciu lustrzanym zobaczyłam coś okropnego. Moje spodnie!

-Cholera jasna!- Warknęłam.

Ściągnęłam je z suszarki, nogawki pod kolanami były mokre. Wcisnęłam sobie do buzi szczoteczkę z pastą i pognałam do pokoju. Rozstawiłam deskę i wyciągnęłam żelazko. Będę musiała prasować je co najmniej przez piętnaście minut, by chociaż trochę przeschły. Jedną ręką posuwałam żelazkiem po kawałku mokrego materiału, a drugą szorowałam zęby. Gdy w buzi nazbierała mi się piana, szybkim krokiem poszłam do łazienki, lecz w połowie drogi zahaczyłam o naszego psa. Wyplułam na niego całą zawartość mojej buzi i padłam przy nim, zapierając się rękoma, by nie uderzyć twarzą w panele.

-Przepraszam Koko. – Spojrzałam na mojego pinczerka i zaczęłam się śmiać, wyglądał jakby jakiś wielki ptak narobił mu na głowę. Wciągnęłam go to wanny i spłukałam z głowy pianę. Wytarłam go ręcznikiem mamy, (jak się o tym dowie, to mnie udusi) wrzuciłam ręcznik do pralki i wróciłam do pokoju. Spojrzałam na moje rurki, a raczej na to co po nich zostało. Ręce mi opadły i biedny Koko uderzył z łomotem o ziemię.

-Przepraszam Kokuś. – Szepnęłam i odłączyłam żelasko.

Dobiegłam do Alison w ostatniej chwili. Stała z wyczekującą miną trzymając komórkę w dłoni, pewnie chciała do mnie zadzwonić. Gdy mnie ujrzała zaczęła histerycznie się śmiać, aż usta rozjechały się jej na pół twarzy. Mało nie padła na chodnik i nie kwiczała ze szczęścia, jak jakiś głupi, różowy, nadęty prosiaczek. Na jednej nogawce miałam wypaloną dziurę rozmiarów wielkiego słonia z Afryki.

-Chcesz tak iść do szkoły?- Upewniła się dokładnie ilustrując dziurę.

-Nie mam wyjścia.- Burknęłam z niezadowolenia, a ona śmiejąc się pociągnęła mnie do swojego domu.

-Mamy jeszcze piętnaście minut zapasu, więc znajdę ci coś innego. – Powiedziała uradowana i puściła mnie przodem. Rozejrzałam się po jej pokoju. Nic się nie zmieniło od wczoraj, to ciągle ten sam pokój tej samej blondynki. Może wyniosła kilka papierków , powiesiła kolejną kolorową apaszkę na okno, by je zasłonić i na pewno zmieniła coś na biurku, ale nie do końca wiedziałam co. Było jakoś bardziej zapchane szpargałami.

-Masz.- Rzuciła we mnie granatowymi rurkami.

–Szybko, bo opracowałam iście zacny pan na nowy dzień w szkole.

-Iście zacny?
-Iście, iście.- Uśmiechnęła się jak ostatni wariat.

-Muszę w nim uczestniczyć?- Zapytałam całkiem poważnie.

-A co opuścisz swoją najlepszą i najbardziej fantastyczną kumpelkę i pójdziesz z wszystkimi kujonami uczyć się przed lekcjami?

Zrozumiałam, że nie mam wyjścia. W końcu mam jej spodnie na tyłku i podobno All jest moją najlepszą przyjaciółką. Jakimś cudem dotarłyśmy do szkoły trzy minuty przed dzwonkiem, Ally ubłagała Dyrkę byśmy miały tak samo ułożony plan, więc przez cały dzień siedzimy razem.
Pierwsze dwie lekcje minęły nam w zadziwiająco szybkim czasie, połowa klasy spała, a Stary Fred (pan od matematyki) ma tak usypiający i monotonny głos, że sama przycięłam na chwilę komara. Potem angielski, Ruda nie dość, że wyglądała jak hipopotam, ubrała się w szarą garsonkę, która obciskała ją w każdym miejscu i pewnie rajstopy boleśnie się jej wpinały tu i ówdzie, to dała nam taki referat o zniszczeniu w młodzieży, że zaczęłam wątpić w swoje cele i osiągnięcia. Gdy upragniony dzwonek wypełnił ciszę w całej szkole, zerwałyśmy się z krzesełek i wraz z Ally ulotniłyśmy się w bardziej ustronne miejsce, czyli rozsiadłyśmy się na szerokim parapecie na drugim piętrze.

-Dobra, zrobimy tak.- zaczęła bez zbędnych ceregieli- Najpierw idziemy do kantorka Hipisa (pan woźny) rozcinamy nogawki jego zielonych spodni, robiąc takie frędzelki, wiesz? W końcu będzie wyglądam jak rasowy hipis!- Klasnęła w ręce zadowolona ze swojej pomysłowości.

Ściszyłyśmy się na chwilę, bo grupka czwartoklasistów przeszła koło nas. Następnie kiwnęłam przerażona głową. Ostatnim razem, gdy wkradłyśmy się do jego kanciapy z zamiarem namalowania kwiatków na ścianie i wielkiego słońca, bo on w końcu był dzieckiem kwiatów i słońca, to przyłapał nas na gorącym uczynku. Przez trzy tygodnie musiałyśmy zostawać po szkole i pomagać mu sprzątać najbardziej zapyziałe hole i boisko. A przecież my tylko chciałyśmy by czuł się jak u siebie, mogłyśmy jeszcze dodać wielki napis „peace and love” wtedy może by się z nami zakumplował, a nie donosił na nas do dyrka.

-No i potem przeciskamy się przez okienko w jego łazience do sali biologii.-ciągnęła- Już nie popełnimy tego błędu co rok temu, nikt nas nie przyłapie.- Zrobiła minę zadumanego mędrca, a ja opanowałam się od wybuchu śmiechem.

-Przez łazienkę?! Tam są odpady radioaktywne! To nas zadusi!- Zaczęłam panikować na żarty, ale Alison tylko przekręciła oczami i gestem ręki uciszyła mnie.

-Potem z sali biologii bierzemy te żaby co je skalpelami cyrklują, lecimy do chemii, wrzucamy te ropuchy do kieszeni fartucha Pani Brown. Mery ma tam lekcje i wszystko nam opowie, zdradziła mi słabość chemicy. Ją przerażają wszystkie robale, myślę, że te żabki również. Oczywiście nie zapominamy o jakimś tłustym płynie z chemii. Rozlejemy go na korytarzu, zobaczysz jak wszyscy będą się ślizgać. Zaczynamy po tej lekcji, bądź gotowa!

Jęknęłam coś niezadowolona. Jej pomysły wcale nie przypadały mi do gustu. Powlokłam się na historię, jak na skazanie. Całe czterdzieści pięć minut męczyłam się z myślą, że znowu nam nic nie wyjdzie. Kolejne siedzenie w kozie po lekcjach ani trochę mi nie odpowiadało. Nie odzywałam się do nikogo i mogę stwierdzić, że w końcu zrozumiałam coś o tej Troi i tych głupich Hellenach w skórzanych sandałkach, ale teraz nie obchodzili mnie oni, tylko to, co miałam zrobić na przerwie. Po chwili dostałam karteczkę od All.

„Rozchmurz się frajerko. Po dzisiejszym wyczynie przejdziemy do historii!”

Spojrzałam na nią i puknęłam się w czoło. W odpowiedzi dostałam cudownego zeza w jej wykonaniu.
Gdy usłyszałam dzwonek kończący lekcje, serce stanęło mi w gardle. Na sztywnych nogach ruszyłam do wyjścia. Tam już czekała na mnie Alison.

-Meg, nie ociągaj się. – wcisnęła mi w dłoń nożyczki- Pamiętaj, że jakby co, to ładujemy się do łazienki.

-A co jak zechce mu się siku?

All nie zwróciła uwagi na moje pytanie. Pognałyśmy do hipisowskiej krainy woźnego. Ostrożnie otworzyłam drzwi. Było pusto, a spodnie wisiały na starej szafie. Co za idiota, pozostawił swoje zielone dzwony na stary! All stała przy drzwiach i monitorowała nadchodzące niebezpieczeństwo. Chwyciłam za lewą nogawkę, chwilę się wahałam, a dłonie zaczęły mi drżeć.

-Szybciej do cholery!- Ponaglała mnie koleżanka.

Ścisnęłam zęby i zrobiłam pierwsze nacięcie, długie na około dziesięć centymetrów. Odmierzałam kolejne paski co około cztery centymetry. Cięłam bez opamiętania z szewską pasją! Skończywszy przybiłam piątkę Alison i poszłyśmy do łazienki. Przez niewielkie okienko przecisnęłyśmy się do sali biologii. Dziwię się, że mój tyłek przecisnął się przez ten otwór. All wyciągnęła pęczek kluczy.

-Skąd to masz?- Wyszeptałam przerażona.

-Leżały u Hipisa.- Wzruszyła ramionami i zaczęła wyciągać żaby z szafki. Upychała je w woreczek, włożyła do plecaka.

-Do chemii!- Rozkazała i otworzyła kolejnym kluczem drzwi.

Dzięki Bogu, że nasza szkoła jest tak ogromna, nikt nie przejął się dwoma dziewczynami z trzeciej klasy. Dwoma zwykłymi szaraczkami. Może jednym szaraczkiem. Mną, zwykłą dziewczyną w jeszcze zwyklejszej koszulce i na dodatek w nie swoich spodniach.

Szybkim krokiem przeszłyśmy korytarz, skręciłyśmy w lewo i zaczęłyśmy się szarpać z drzwiami od chemii. Trochę to trwało, więc rozejrzałam się sprawdzając czy nie nadchodzi jakieś niebezpieczeństwo w postaci oddziałów szturmowych, czyli nauczycieli. W całym holu, tylko jeden chłopak patrzyła na nas zdziwiony. Poznałam go, to ten zadufany w sobie dupek z czwartej klasy. Drzwi zgrzytnęły i otworzyły się. Wpadłyśmy do środka z impetem. Wszystko szło jak z bajki. Żabie trupy były już zapakowane w fartuchu, a ja znalazłam butlę z tłustym płynem… coś do usuwania trudnych zabrudzeń. Uradowane powodzeniem naszej misji, wyszłyśmy z klasy. Zamknęłyśmy drzwi i już miałyśmy odchodzić, gdy usłyszałyśmy donośne : Stać! Powolnie się odwróciłyśmy i zobaczyłyśmy Hipisa. Ally schowała jego klucze za plecy.

- Co tu robicie?- Krzyknął i zrobił kwaśną minę.

-My, nic.. –Bąknęłam, All wyciągnęła z torby płyn.

-Pan od historii prosił nas o płyn, bo rozlał mu się tusz na biurku i nie może go wyczyścić.

-Pan Fort?- Zapytał szybko ostrym tonem.

-Tak. – jęknęłyśmy. Już po nas. Umrę. Dziś. Za pięć minut skończę jak te biedne żaby!

-Pan Fort nigdy nie puścił by uczniów po coś do sali od chemii! Sam by poszedł, znam Bena bardzo dobrze, więc nie kręcić mi! – Wrzasnął wzburzony.

Wtedy podszedł do nas ten palant, co się wcześniej gapił. On nas wkopie jeszcze bardziej! Przecież wszyscy nauczyciele skaczą nad nim, bo jest szkolną gwiazdeczką! Zaraz zacznę płakać, moja mama będzie już ósmy raz wezwana do szkoły. Mogę pożegnać się z kieszonkowym i znowu dostanę opiep..

-Dzień Dobry Panie Nilson. – Powiedział tym swoim melodyjnym głosem i uśmiechnął się do Hipisa.

-Ugh.- chrząknął zmieszany woźny- Witaj Brendon.

-Myślę, że może pan je puścić. Jestem nawet pewien, że ten płyn jest bardzo potrzebny.

Wytrzeszczyłam na niego oczy! On ratuje nasze tyłki!

-One mówią prawdę?- zapytał woźny z nieukrywanym zdziwieniem.

-Jak najbardziej. Sam widziałem ten rozlany tusz. Paskudna sprawa. – Powiedział takim głosem jakby to było najszczerszą prawdą. Nawet sam pan Fort by mu uwierzył, że rozlał tam ten głupi tusz i że nie może go zetrzeć. Hipis odetchnął z rezygnacją i machnął na nas ręką. Gdy się oddalał, Alison bezszelestnie wrzuciła mu klucze do torby, w której miał swoje przyrządy. Chłopak uśmiechnął się do nas i pokręcił głową.

-D-dzięki.- wydukałam patrząc na niego z nadal szeroko otwartymi oczami i zapewne rozchyloną buzią. Byłam w totalnym szoku. Chłopak prychnął wyniośle i uśmiechnął się szyderczo.

- To nic takiego. –dodał obojętnie i następnie zostawił nas ze zdziwionymi minami na środku korytarza i wrócił do swoich kumpli. Najpierw rzuca się nam na pomoc, a potem robi się szorstki jak kostka pumeksu! Och, dziś za dużo myśli kłębi się w mojej biednej głowie. Gdy wrócę do domu, zrobię sobie długą i relaksującą kąpiel z dużą ilością piany. Potem zrobię sobie maseczkę, którą kupiła sobie mama, myślę, że się nie zorientuje gdy z tubki zniknie gdzieś tak z połowa, również muszę zadbać o szyję i dekolt!

-No chodźże! –syknęła Alison.

Właśnie zrozumiałam, że od kilku minut Ally prowadzi mnie przez korytarz, trzymając za nadgarstek. Kompletnie się wyłączyłam, więc wracając do rzeczywistości potrząsnęłam głową odrzucając myśli o „cud maseczce”. All wyciągnęła płyn z torby. Na jej twarzy zawidniał szatański uśmieszek.

-Musimy dokończyć nasz zacny plan frajerko!- Wystawiła butelkę w moją stronę. Zwinnym ruchem odkręciłam korek. Zaczęła rozlewać płyn w najbardziej ruchliwym miejscu w szkole, czyli przed drzwiami wejściowymi. Dzięki Bogu, że jest już lekcja i hol jest całkowicie opustoszały.

-All, czy my czasem nie mamy matematyki?- Zapytałam.
-Mamy, a co?

-Cholera jasna!

-Przestań frajerko.- Uciszyła mnie.

-Frajerko? Komu w tamtym roku groziła pała?!

All szybko wcisnęła butelkę do torby i spojrzała na mnie tryumfalnie.

-Skończyłam, możemy iść na tą durną matematykę, wiesz… ostatnio polubiłam geometrię.

Mój śmiech rozniósł się po całym korytarzu, a następnie było słychać głośny plask.
Ally delikatnie mnie uciszyła...


Taka Jedna 15/01/2009 18:22:53 [Powrót] Komentuj



Ah, Brendon jako dobry samarytanin.
Czekam na ciąg dalszy! Buziaki.
Ilovepatd 30/01/2009 19:14:44
| brak www IP: 87.207.98.104

Heh, muszę nadrobić Twoje. Z tego co widzę, jedna z bohaterek ma takie samo imię jak moja hehe :D U mnie new ;)
Tajowa. 29/01/2009 17:44:34
| http://taje.blog4u.pl IP: zalogowany

jak miło, że piszesz nowe opowiadanie ^^. strasznie lubię te blogi `za czasów szkolnych`. cholernie fajny odc. taki wesoły. zresztą przy twoich opow. zawsze idzie się uśmiać.

xoxo.
Infantylna 28/01/2009 17:26:27
| brak www IP: 93.89.192.214

dobra. daję tego komentarza, bo mi krzywdę jeszcze zrobisz. mówię ci... nie przeżyłabym wywalenia mnie z listy znajomych na n-k hahaha. wracając do komentowania. odcinek boski. ale ja ci to mówiłam już setki razy, więc nie wiem o co ten foch z komentowaniem. ty wiesz, że ja zajęta dziewczyna jestem haha. nie no. końcvzę z wygłupami, bo jeszcze serio się fochniesz. woźny hipis mnie rozwalił. a jeszcze bardziej twój nauczyciel od anglika lol2. świetny gościu. brendon w roli wybawiciela? faaaajnie. szkoda tylko, że coraz częściej natrafiam na dowody o jego dziwnych upodobaniach seksualnych. niedługo okae się jeszcze, że nie tylko trzyma ryra za rączkę, ale jeszcze z niego zoofil jestD. czekam na nexta, którego jeszcze nie skończyłam czytać. czemu? proste. bo ci się leniu dupy nie chce ruszyć, żeby go dokonczyć i się nauką zasłaniasz. ale ja cię przejrzałam. ja wiem, że się obijasz! jaaacie. dawno tak wody nie lałam;p
Kitty 27/01/2009 15:28:28
| brak www IP: 89.239.71.11

hipis.
frajerko.
żabska.
"następnie było słychać głośny plask.
Ally delikatnie mnie uciszyła..."
xDD
umieram xP
TragicznaFaja 25/01/2009 20:47:25
| brak www IP: 83.27.204.32

Świetnie! xD tylko to "frajerko" mnie irytuje;P a tak w ogóle to swietnie sie bawiłam czytając ten odcinek;) serio! czekam z niecierpliwością na next;)
Madzia 23/01/2009 21:04:50
| brak www IP: 82.177.130.66






01.     księga go�ci
x. zobacz wpisy
x. dodaj wpis




03.     stare dzieje
2009
Luty
Styczeń


04.     ja i mój blog
x.
x. Dodaj do Ulubionych




06.     znajomi i kumple





07.     nocne kluby
{kluby}


08.     snikersy i inne


09.    ulubiona muzyka
tu wklej muzykę


10.     ten szablon
Szablon zrobiony przez Queen of retro. więcej na Retro Poison®
Proszę niczego nie kopiować.nie posłuchasz - poniesiesz bolesnš karę.