Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
2. Różowe pantalony!
11.     elegant-crimes`s blog

2. Różowe pantalony!


Mama dowiedziawszy się o moich przygodach ze spodniami, jeszcze tego samego dnia postanowiła wyciągnąć mnie na zakupy. Nie musiała się zbytnio wysilać, by mnie namówić. Przecież z własnej niepojętej woli, proponowała mi kupno czegoś nowego. To chyba jakiś cud, lub poruszyło ją to, że jej córka musi pożyczać ciuchy od znajomych. No cóż, nad jej matczynym sumieniem nie myślałam długo, a moją całą uwagę pochłonął wybór: czarne rurki przeszywane ciemnoszarą nitką, ciemnogranatowe rurki czy nowa bluzka, luźna ściągana pod piersiami.
Mama patrzyła na mnie i kazała obracać się co chwilę, by mogła przyjrzeć mi się z każdej strony.


-Córcia, jak ty szybko rośniesz.- Dotknęła dłonią swojego policzka i się uśmiechnęła. Patrzyła na mnie takim wzrokiem, jakby patrzyła na niemowlę. Alarm! Clara się rozczula!

-Mamo, to które mam wybrać?- Zapytałam szybko, na chwilę oprzytomniała i spróbowała się skupić na ciuchach, ale co chwilę jej wzrok kierował się na moją twarz. Uśmiechnęłam się delikatnie. Zaryzykowałam, albo zacznie płakać i mnie przytulać, albo..

-Weźmy wszystko.- powiedziała po chwili namysłu- Ostatnio dostałam premię, wam też coś się należy.

-Ale mamo, no nie trzeba. Wystarczą jedne. – Odmówiłam tej propozycji, chociaż strasznie ciągnęło mnie do nowych ciuchów.

-Kochana jesteś.-wyciągnęła ręce by mnie przytulić, ale podałam jej wieszaki- I tak bierzemy wszystko.


Przebrałam się i dołączyłam do niej. Wcisnęła mi w ręce trzy torby i uścisnęła mnie. Poczułam jej ciężkie perfumy, które aż kłóciły się z jej wyglądem. Moja matka miała czterdzieści cztery lata, pracowała w prywatnej kancelarii prawniczej jako pomocnica właścicielki, a raczej swojej przyjaciółki. Miała duże zielone oczy, które po niej odziedziczyłam i proste włosy sięgające połowy szyi. Była szczupła, chociaż zawsze narzekała, że musi zgubić z pięć kilo. Delikatne zmarszczki już zdążyły obsypać jej twarz w kącikach oczu i ust od ciągłego uśmiechania się. Była wieczną optymistką i zarażała swym pogodnym nastawieniem do życia.


-Margaret, a jak tam w szkole?- Zapytała gdy wsiadałyśmy do samochodu, srebrnego vana rodzinnego.

-Dobrze.- Ucięłam rozmowę posyłając jej szczery uśmiech.

Przecież nie powiem, że prawie dostałabym naganę za kradzież płynu z pracowni chemicznej i zniszczenie spodni woźnego i za żaby! Powinnam jakoś się odwdzięczyć temu całemu Brendonowi, ale widząc jego wiecznie naburmuszoną i pewną siebie minę, aż mi się odechciewa.


-A jak tam twoje zachowanie?- spojrzała na mnie dopiero gdy ustałyśmy na światłach, z reguły była bardzo uważnym kierowcą- Mam nadzieję, że ósmy raz nie będę wzywana przez dyrektorkę.

-Ona chyba cię polubiła, czasem gdy idę korytarzem krzyczy do mnie bym się zachowywała normalnie. Może chce się z tobą spotkać?

-Meggie, nie nabijaj się. Wiesz, że to nie jest normalne, a wasza dyrektorka jest strasznie znerwicowana i ma donośny głos, aż ciarki od niego przechodzą po plecach. –Wzdrygnęła się i ruszyła zwinnie zmieniając biegi i przyśpieszając.

-Bo ona chór prowadzi.

-O to czemu się nie zapiszesz?- Zapytała z oburzeniem.


Prychnęłam coś i odwróciłam głowę do szyby. Może i mam głos, ale co ja bym tam robiła bez All. Ona jest najbardziej nieutalentowaną osobą jaką kiedykolwiek znałam. Jej rytmika i barwa głosu czasami potrafi mnie wyprowadzić z równowagi. Szczególnie gdy śpiewa Honey Honey Abby, albo Bad Boys Boba Marleya. Matko, słysząc jej fałsz mam ochotę wepchnąć jej do gardła poduszkę wyszywaną w kotki. Widziałam taką w jej salonie, oni wszystko mają w koty, bo jej mama uwielbia te zwierzaki. Myślę, że zmieniłaby o nich zdanie, gdyby się dowiedziała, że kocia poduszka udusiła jej córkę.

Wróciłyśmy do domu dopiero wieczorem, gdyż w drodze powrotnej podjechałyśmy po coś do jedzenia. Skończyło się na czterech do pełna zapchanych, papierowych torbach. Ledwo dowlekłyśmy je do domu. Mama szybko wskoczyła do łazienki, a ja wraz z Mikem zaczęliśmy rozkładać zakupy do szafek.


-Margaret Daniele Murray, coś ty zrobiła z moim najlepszym ręcznikiem?!- Wykrzyknęła mama wbiegając do kuchni.

Położyłam jajka na stole w obawie o ich życie i uśmiechnęłam się delikatnie.

-Mamuś, bo Koko miała wypadek…

-Wytarłaś psa ręcznikiem, który kupiłam na wycieczce w Egipcie? Przecież to najlepszy gatunek bawełny!- ciągle mówiła podniesionym tonem – Przecież on jest cały w sierści!

Po chwili do kuchni przybiegł nasz pinczerek usłyszawszy krzyki. Mama spojrzała na niego z rządzą mordu.

-I ty się nie broniłaś przed egipską bawełną? Tylko ja w tym domu napełniam twoją miskę. Od dzisiaj sucha karma! – Clara obróciła się na pięcie i podążyła do łazienki. Mike zaśmiał się głośno i gardłowo.

-Przestań, bo ty też będziesz jadł suchą karmę. – Jęknęłam, a mój brat wycelował we mnie porem.

-Ciekawe czym mama wypełni twoją miskę, niewdzięczna!


Następnego dnia chrupiąc kuleczki czekoladowe na historii (jakimś cudem udało nam się uniknąć suchego prowiantu), pierwszy raz w życiu podniosłam rękę gdy Pan Fort zadał pytanie. Nauczyciel widząc to, mało nie upadł na podłogę, ale uderzył się mocno o ławkę.


-Margaret, źle się czujesz?- Zapytał poprawiając swoje okulary, które zjechały mu na sam koniuszek nosa i usiadł na krześle.

-Nie proszę Pana, znam odpowiedź.

Nauczyciel zawahał się przez chwilę, lecz pozwolił mi mówić. Na wczorajszej lekcji siedziałam cicho jak mysz pod miotłą, więc zapamiętałam wszystko. Wdałam się w potwornie długą i wyczerpującą rozmowę o starożytnej Grecji, o Spartiatach i ich tarczach. Pan Fort po każdym kolejnym słowie, które padało z moich ust robił coraz dumniejszą minę. Zadawał coraz to trudniejsze pytania z których potrafiłam wybrnąć bezbłędnie. W całej klasie panowała cisza, wszyscy patrzyli się na mnie z otwartymi ustami. Po skończonej pogawędce, Pan Fort postawił mi piątkę drżącą ręką i powiedział coś co zapamiętam do końca swojego życia. „Panno Margaret, zawsze w Panią wierzyłem, teraz wiem, że jestem dobrym obserwatorem, a Panią stać na więcej.”

I po tym poczułam się jak stara, przemądrzała, sowa wszystko wiedząca, Pani Sowa Dostaja-Piątki. Od dziś zero uważania na lekcjach. To było chwilowe udobruchanie serca pana od historii. Dostałam wymiętolony liścik od Alison.

„No nie, czy w nocy porwali Cię kosmici i wszczepili Ci mózg?! Dziś musimy zrobić coś fajnego, by Twoja szalona natura powróciła!”

Posłałam jej piorunujące spojrzenie. Jeszcze nie otrząsnęłam się po naszym wczorajszym wybryku, a ona jest pełna energii i niepohamowanej gotowości na coś fajnego! Spojrzałam na nią ponownie. Zawzięcie coś gryzmoliła… Mam przeczucie, że nie były to notatki o starożytnej Grecji. Co chwila potakiwała do siebie i uśmiechała się szeroko. Nowy plan powstawał w jej zwariowanej mózgownicy.
Doczekałam się końca lekcji i wyszłam z klasy. Skierowałam się pod salę gdzie mieliśmy angielski, Czemu mam taki sam plan jak Ally? Boże czym mnie tak każesz?! Po chwili dołączyła do mnie, ściskając w dłoni małą tubkę z super mocnym klejem do „wszystkiego”.

-Po co ci to?- Zapytałam oglądając opakowanie. Schnie w kilka minut i jest strasznie mocny. Matko kochana..

-Przykleimy jakiegoś nauczyciela.-Zaświergotała radośnie.

-I to pisałaś przez całą godzinę?

-Nie, analizowałam, czy klej nie weżre się w ubranie i czy nie podrażni skóry.

Spojrzałam na nią przerażona, a co jeśli klej wypali rany w czyjejś pupie?

-Ogłupiałaś All, to nie jest dobry pomysł!

-Ależ idealny. Myślę, że Pan od wf-u nie będzie aż tak bardzo żałował swoich dresów.

-Pan Wallner cię zabije.


Prychnęła coś i poszłyśmy na nudny angielski, na którym nic się nie wydarzyło. Nauczycielka mamrotała coś pod nosem i mówiła, że zaraz dostanie migreny. Wiem jak to boli, głowa mojej mamy mało nie eksplodowała, gdy dowiedziała się o ręczniku. Na szczęście mam tylko zakaz na używanie jej rzeczy, ale ten nowy tusz musiałam wypróbować! Jest świetny, ładnie podkręca i delikatnie pogrubia. Około dziesięć minut przed dzwonkiem, Ally powiedziała, że się źle czuje i wyciągnęła mnie z lekcji, byśmy udały się do pielęgniarki. Pędem rzuciłyśmy się w stronę stołówki.

-A jak nas przyłapią kucharki?- Wysapałam w połowie drogi.

-Nie, o tej porze zawsze idą na papierochy, bo mają wszystko ugotowane, a później nie będą miały czasu, by się zaciągać tym cholernym dymem.

Po cichu otworzyła drzwi do stołówki, stół nauczycieli stał pod oknami, z boku. Szybkim krokiem wparowałyśmy tam, Alison odkręciła klej. Był przeźroczysty i o dziwo, nie śmierdział zbytnio.

-Gdzie zwykle siada Pan Wallner?- Zapytała celując tubką w siedzenia. – Chyba tu. -Wycisnęła niedużą ilość kleju i rozsmarowała go palcem. Spojrzała na mnie z szelmowskim uśmiechem, również się do niej uśmiechnęłam, więc dołożyła drugą porcję. Wszystko idealnie wyrównała, krzesełko wyglądało jakby było wypolerowane, a nie wysmarowane jakąś mazią.

-Miejmy nadzieję, że nie wyschnie przed jego przyjściem.-Rzuciła i opuściłyśmy miejsce zbrodni.

All nadal ściskała tubkę w dłoni. Doszłyśmy do końca korytarza i skręciłyśmy dla niepoznaki w lewo, na pawilony. Nikt wychodząc z klas nie posądzi nas o przebywanie w stołówce.

-Schowaj ją!- Krzyknęłam zirytowana. Jeszcze nam brakowało, by ktoś ją zobaczył. Przyjaciółka chciała włożyć ją do plecaka, ale.. Hm…

-Przykleiła się! –Szepnęła spanikowana i zaczęła szarpać opakowanie, które ani drgnęło.

-Pokaż tą etykietę.


Zaczęłam czytać, przeleciałam wzrokiem do sposobu na ‘rozklejenie’. Rozcieńczalnik. Jedyny sposób! A nawet u Hipisa nie widziałyśmy butelki z rozcieńczalnikiem. Już po nas. Jak ktoś zauważy, to po nas!

-Ally! Zabiję cię!

Wraz z moimi słowami rozległ się dzwonek i z innymi uczniami podążyłyśmy do stołówki. Zajęłyśmy miejsca bliżej stolika nauczycieli. Po jakimś czasie zaczęli się schodzić i nasz niepokój przybrał na wadze, gdy Dyrektorka zamieniła się z Panem Wallnerem na siedzenia i zajęła jego miejsce. Siadając tyłkiem w nowym kompleciku, zapewne od Tiffaniego, czy Zary.
Wytrzeszczyłyśmy oczy ze zdziwienia. Zaczęłam obgryzać paznokcie, a oni zaczęli jeść i dyskutować, zaśmiewając się z czegoś od czasu do czasu. Nie wyciągnęłam nic z torby, bo nawet ciasteczka ugrzęzłyby mi w gardle.
Po piętnastu minutach Dyrka spróbowała wstać i po stołówce rozległ się trzask rwącego się materiału! Do licha! Myślałam, że nie będzie mogła się podnieść! Jej kiecka podarła się na całej długości. Szybko obróciła się, by sprawdzić krzesło i pokazała całej stołówce swoje różowe gacie! Cóż za koronkowe pantalony!
W pierwszej chwili zachciało mi się śmiać, bo wrzeszczała coś i machała rękoma jak głupia, ale po chwili wystrzeliła wzrokiem w głąb stołówki i spojrzała dokładnie na nas! Ally zakrztusiła się mandarynką, którą przeżuwała i zasłoniła usta ręką.. tą ręką!
Dyrektorka wskazała na nas palcem, wyprostowała się i zaczęła iść w naszą stronę, nie zwracając uwagi, że jej pośladki osłonięte tylko gatkami, świecą wszystkim po oczach.


-Wychodzicie stąd! Ale to już! Do mojego gabinetu, niedojrzałe smarkule!- Wrzasnęła jak opętana. Jej nabuzowana twarz wyglądała jak nabrzmiały pomidor, a ręce zacisnęła mocno w pięści. Waląc obcasami wyszła za nami.

Oblałam się zimnym potem i znikłam za drzwiami jej pokoju. Ustałyśmy z Alison jak najdalej o niej. Jeszcze rzuciłaby się na nas i wydrapała oczy tipsami!

-To jest przegięcie. Przeżyłam ubiegłoroczne zafarbowanie wody dla rybek, wypuszczenie ptaszków z sali biologii, pocięcie zasłon, ale to jest niedorzeczne! – Warknęła wściekle. – Będziecie pomagały w przygotowaniu musicalu. Będziecie zarządzały rekwizytami, będziecie codziennie sprzątały po próbach, a wasze matki uszyją stroje dla wszystkich aktorów! Czy macie jakieś pytania?

Pokręciłyśmy przecząco głowami.

-No to na co czekacie? Proszę opuścić mój pokój, bo muszę wykonać dwa telefony. Do waszych rodziców, oczywiście.

Pośpiesznie wyszłyśmy i spojrzałyśmy po sobie.

-Tyle czasu z tymi imbecylami.- Szepnęłam.

-Wolałabym siedzenie w kozie, a nie słuchanie zawodzenia Brithany Corels.

-All, kiedyś wybije ci te głupie pomysły.

-Przepraszam Maggie. –All udała skruchę i przytuliła mnie delikatnie, lecz po chwili jej twarz rozbłysła.-Ale widziałaś jej różowe pantalony?

Na początku patrzyłyśmy po sobie srogim wzrokiem, ale wybuchłyśmy śmiechem. To był piękny widok, jej gacie naprawdę były dziwaczne!


Taka Jedna 5/02/2009 23:01:37 [Powrót] Komentuj



wiem, wiem, mam zapłon szachisty xD
ale lepiej późno niż później.
Też chcę takie olśnienie historyczne! nienawidzę historii, muszę ją zdać na maturze, ale i tak jej nienawidzę xD
akcja z gaciami przecudna.
napiszę petycję o skołowanie stołówki w mojej budzie xPP
pozdrawiam i czekam. boś boska xD
TragicznaFaja 22/02/2009 14:14:42
| brak www IP: 83.27.221.80

dziewczyno! uwielbiam cię!
Ilovepatd 12/02/2009 19:31:52
| brak www IP: 83.25.190.88

Uuuu. To chyba mają kłopoty;p. Szczerze współczuję;p. Poza tym nie chciałabym się znaleźć w skórze pani dyrektor. Czekam na nexta;p
Hopeless Romantic 7/02/2009 17:11:06
| brak www IP: 89.239.71.11

Podoba mi się. ;d
dodaję do fav.
karo 6/02/2009 18:11:35
| brak www IP: 195.116.217.2






01.     księga go�ci
x. zobacz wpisy
x. dodaj wpis




03.     stare dzieje
2009
Luty
Styczeń


04.     ja i mój blog
x.
x. Dodaj do Ulubionych




06.     znajomi i kumple





07.     nocne kluby
{kluby}


08.     snikersy i inne


09.    ulubiona muzyka
tu wklej muzykę


10.     ten szablon
Szablon zrobiony przez Queen of retro. więcej na Retro Poison®
Proszę niczego nie kopiować.nie posłuchasz - poniesiesz bolesnš karę.